Śmieszne wpadki
  • Wpisów:102
  • Średnio co: 21 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 21:13
  • Licznik odwiedzin:1 761 / 2165 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 



Kuwa.
Nadchodzę \m/_
 

 
Jakież dziwne sny mnie nawiedzają.
Od śmierci rodziców w wypadku samochodowym, i znalezieniu ich w domu na łące, po podpalanie kościoła z pomieszczeniem z wcześniejszych przygód.

Ciekawe kurwa co jeszcze dojdzie.
  • awatar Taka sobie.: Mi się dwa razy pod rząd śniła mama znajomego. Raz uśmierciłam jej córkę, drugi raz męża. Skąd to się człowiekowi bierze...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wszyscy umierają.
 

 
Tarzanie się w śniegu <3
 

 
Walę tynki dzisiaj!
Hm..nie no. Uroczo. Żadnej waleńtyłki, ale się cieszę, bo fajny był ten dzień.

A pani od francuskiego jest głupia.
Załatwiała podręczniki naszej klasie, gdy uczniów było mniej chyba niż 50% obecnych.
Więc dzisiaj każdy uczeń bez książeczki dostał minusa.
Dzień dobry po feriach.
 

 
Zbliża się szkoła. Żenada po prostu.
Paczenie na te dziwne ryjce wokół, na te rozweselone gęby debili. Przepisywanie lekcji na religiach i polskich. Noszenie 10 kilowego plecaka do szkoły, no chujnia z grzybnią.
Co mnie dziś i tak nie pocieszyło? Zaproszenie na urodziny Kaszany i Nikodema. Yep, zajebiście. Na imprezie bydę gadać z nimi, ale po już nie. Czemu. Ponieważ to jest już druga elitka. Nie wiem, gdzie jest gorzej, u Elity na ławkach, czy u elity na korytarzu. Dupencjalnie się robi.
Ostatnio coraz bardziej źle się czuję. Nie tylko pod względem psychicznym, ale też fizycznym.

Może jest to spowodowane coraz większym głodem?
Chujnia. Jedyne co czym myślę, to jak to zrobić.
Po prostu czuję się fatalnie.
 

 


No, na kolejną próbę ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 


Kurde, dawno żem tu wchodziła. Ponad miesiąc Oo.
Się wydarzyło. No..dużo.
Ale tam tak ogólnie na pierwszy rzut beretem :
Wczoraj poszłam z Palmą do Manu. I zajebiście ^^. Dowiedziałam się paru nowinek o elicie, że...ona jest chyba ten tego jak ja. Opowiadałyśmy historie o sylwestrze jak było i gut.
Aa..sylwester. Noż kurwa zajebiście. Poza godziną 23:30 - 000. Ale tego tu nie pomnę niestety.
Spoko potem przyszli starsi. Znaczy jacyś nie wiem, chyba studenci czy coś (brat brata siostry, który jest starszy z kumplami). Dobra akcja na balkonie. Zapraszają mnie na faję na balkon, to idę. I : Jestem.yy( ni pamiętam, to była laska fajna). I jeszcze 2 facetów. Ja takie : Paula.
-Paula?
-Paula?
-Paula. Nie wim, co dziwnego ale dupa tam.
Dowiedziałam się, że 6 po prawej w aparacie na górze odbiera CNBC Biznes, a 4 po lewej też na górze odbiera TVN. I gut .
Potem trochę wciskali w nas wódy jeszcze. Ale szło przeżyć.
Dużo pisania.
Ostatnio miałam kilka bardzo dziwnych snów.
Pierwszy, że byłam w jakimś teatrokinie. Nie było ekranu, była scena. Fotele ustawione jak w kinie z jakimiś dziwnymi przerwami, tworząc korytarz.
Na drugim końcu sali był chłopak z karteczką z napisem : Derry. Myślałam, że to jakiś trunek, ale i bez tego bym do niego podeszła. Paczył się.
Był słodki, fajny taki, przypominał mi W z naszej klasy. Rano się budzę, i tak myslę, że Derry, to miasteczko koło Haven z Stukostrachów.
A reszta jutro niestety. Ojciec każe, więc trza


Głód rośnie.
 

 
Wróciłam.
Ooj, dawno ja byłam.
Dawno.
Czuję się źle. Tyle napierdoliłam spraw.
Ja pierdziele.
Taki gigantyczny mindfuck, wielki dół i można się jebnąć.
O mało co się przetegowałam z dziewczyną. Chujoza o linii. I jeszcze się w niej zautegować. Masakra. Co się dzieje ze mną?
 

 
Samotność.
Mało ludzi wie, co to tak właściwie znaczy, a ja próbuję to pojąć.
Na co dzień doznaję tego uczucia, ale jeszcze nie jestem w tym pogrążona i aż tak samotna nie jestem.
Przyjaciel jest.
Jakiś kolega, koleżanka, się..nie znajdzie.
Ale trudno. Mam za swoje.

Trza coś napisać. Co mnie wzięło za bazgrolenie piórem?
Nie wiem, ale podoba mi się to. Coś napisze, odpiszę, ale jest.

Na czym mam się na razie skupić :
-zrobię jakieś 400 zadań, jak się da to więcej szachowych
-opracuję debiut bleeee, już rzygam tym i większością ludzi z szachów..i z Łodzi.
-gitara
-dążenie do poprawienia stosunków szkolnych.

I ju.
Teraz to kurwa zrealizować.
Nie chce mi się. Jestem zmęczona po całych dniach zakuwania byle gówien by dostać z tego 2 lub 3.
Idę coś zjeść, bo ssie bęc. Albo golnąć.
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Zajebiście kurwa.
Przysłali zepsutą gitarę.
Ja pierdolee...kurwa.
Bez Diamond Series, z jakimś małym kilofem, śrubka obluzowana i jeden z takich tegesów wklęśnięty. A przy odbiorze mi się wydawało, że jest dobrze.
Ja pierdole...
 

 
Kurwaaa!
Gitara jutro przyjdzie. A ja nie mam pieca? Noż masakra!
Chujoza. Jutro po szkole jadę do muzycznego, absolutnie mowy nie ma.
 

 
Gitara zamówiona ^^. Teraz tylko wzmacniacz i będzie zajebiście.
W sumie większy problem ze wzmakiem niż samą gitarą Oo.
 

 
Jestem ninja.
Nikt mnie nie zauważa.
Ja pierdole.
Zajebać się można.
Czas na szlugersa.
 

 
Nie potrafię rozmawiać z drugim człowiekiem.
Czyżby jestem już tak nudna?
Możliwe. A może tak jest. A
Lub się zamykam w sobie.
 

 
Magija.
Gitara.
Szachy.
Ogień.

Z czegoś kurwa zrezygnować muszę. Ale z czego?

1. Magija.

Bardzo interesujący mnie temat, ale tak bardzo, że no ni ma chuja - zajebiste zaraz po gitarze.

2. Gitara.

Jeśli mam codziennie grać (a chcę, mogę grać ciągle), to nie mam czasu na inne rzeczy. Zrobić lekcje - no żyję, w sumie w gimnazjum (przynajmniej tak myślę ;0) nie dostałam 1 z p. domowej. A mi się marzy elektryk, który może już u mnie w czasie 10-15.12. Rezygnować z tego nie chcę, bo to mi przynosi ulgę, taką ciche czerpanie radości i siły, i Sens, by cokolwiek robić.

3. Szachy.

No ludzie. Zajebiści, ale nie "przyjaciele" z szachów.
Grać bym grała - bardzo lubię grać i też kocham jeździć na turnieje. Ta atmosfera jest genialna. Skończyłaś rundę, podchodzą ludki i się pytają, co zrobiłeś, co zjebałeś, jak poszło albo coś takiego. Tam mam jakieś znaczenie. Ale o co mi chodzi, jaki jest tego minus? Każdy się domyśla, że jak nie wiadomo, o co chodzi to chodzi o...kasę. No właśnie. Cóż..powoli to idzie się jebać. Kasa wydawana na trenerów, na różne turnieje i tysiące złotych by wyżyć jakiś tydzień i pół w czeskim hotelu przynosi radość na początku, potem jednak jest niedobrze - ponieważ te pieniądze :
a) nigdy nie wrócą
b) mogły być ot tak wydane (no zmarnowane są)
c) przydały by się na nowy dom, ponieważ ojcu nie chce się kosić trawy w ogrodzie i zamierza ten sprzedać, i kupić nowy. (chce go sprzedać jakiemuś skurwielowi, który potem ten dom zburzy, a ja jestem przeciwna bardzo. No zajebisty widok z okna na las ^^, a ponieważ kocham las, no to kurwa no)

Więc nie wiem. Szkoda też czasu, który mogłabym wykorzystać o wiele lepiej. Co mi dadzą szachy? Jaki jest tego sens? Zaliczanie libacji, poznawanie nowych osób? Kosztem tysięcy złotych, nerwów, czasem zepsucia stosunków w szkole?

No kurde. I najgorsze jest to, że jakbym chciała zrezygnować - nie mogę. Boję się reakcji starego. Mamie było by w sumie smutno, bo by nigdzie nie jeździła ze mną i w sumie gut spędzała czasu. Ale nic nie trwa wiecznie. Nie można się przywiązywać do rzeczy, ludzi lub właśnie takich wyjazdów. Ojciec po tym truł by mi głowę, że jestem głupia, że wolę gitarę, niż grę w szachy, na którą poszły ogromne pieniądze. Gdyby nie one, mogłabym normalnie podejść i mu powiedzieć. A przez to, że nie powiem, będą wydawane kolejne i kolejne.
Masakra. Dupowo, nie wiem, co robić z tym.

4. Ogień.

No dobra..bez jaj, ogień to ogień . Zabawa z nim zajmuje mi dziennie jakieś 0,5h tylko.

Aa, jeszcze jedno

<5>. Szkoła / przyjaciel..?

Hm..ta. Na okres kurwa. Nie no.
1. A. Typowa blondynka, niestety. No dupowo mi mówić, ale jest głupia (znaczy..no taka nieogranięta, nie uczy się). Szkoda. Lubię ją. Ma problemy. Jak bym mogła, to bym kontakt z nią zakończyła. Nie zrobię tego. Ma problemy, a ktoś musi pomóc. No kurwa ktoś musi. Jeśli nikt mi, to jednak komuś ja muszę.

Hm...J. Nadal chujnia. Coraz lepiej.
a) za mało czasu spędzamy
b) za dużo czasu chcę lub spędzam (no kurwa no)
c) może mnie nie potrzebuje?

Mam jakieś znaczenie?
Może mam, nie mam, nie wiem. A może strać się je wzmocnić, jeśli jednak ono istnieje?
Za dużo pisania.
I schlać się kurwa jak najprędzej. Przynajmniej zapomnę. Albo coś zjarać?
 

 
OGIEEEEŃ !
Ognisko na biurku wcale nie jest złym i niebezpiecznym pomysłem.

Składniki :
- w chuj dużo zapałek wypalonych do 2/5 ich długości
- 4 - 5 metalowych takich kółek, gdzie jest taka tyci świeczka. Mają one być wypalone nie do końca i dobrze, jeśli zostanie na dnie wosku (na jednej dużo szczególnie). Tylko nie może być na ścianach. Wszystkie jak najlepiej tego samego rodzaju.
- jak są zapałki, to są takie pudełka, w którym one leżą i od których można je zajarać (te ze ścianką takie chyba z fosforem) to to, gdzie leżą.
- jedną świeczkę (najlepiej tego rodzaju)

1. Etap :

Weź zapałkę, i zapal ją, a potem najprędzej jak to możliwe podpal świeczkę i zgaś zapałkę. (to raczej mało skomplikowane). Poczekaj 5 min by się rozpaliła świeczka.

2. Etap :

Weź 3 - 4 tych pustych kółek metalowych po świeczkach, i to pudełko od zapałek. Potem weź tą niezjaraną zapałkę, i sklejaj nią te metalowe kółka (tak by z tych kółek wieża taka powstała), że masz kółko - smarujesz trochę woskiem przy krańcach, troszeczkę potem nad ogień dajesz i bierzesz następne kółko i nakładasz na to. By się to dobrze 3mało - sklejasz to woskiem polewając to, tak wokół złączenia się ich lejesz. I tak jedna na drugą dajesz.
Po co to? A no po to, że jak w jednej będzie się to wszystko jarać, to się to metalowe nagrzeje, że w łapie nie będzie do 3mania, bo się ktoś poparzy. I tak kolejno będzie przekazywane to ciepło z jednej do drugiej - aż to tego pudełka do zapałek, na której ta ,,wieżyczka" będzie.

3. Etap :

Bierzemy to ostatnie metalowe kółko, które zostało. Mając duużo niedojaranych zapałek - nasączamy je woskiem. Jak? Wsadzamy je na 5 - 10 s do wosku i kładziemy do tego tyci pojemniczka.
I tak wszystkie, im więcej się zmieści - tym więcej ognia.

4. Etap :

Jeśli zostało nam w tej świeczce wosku - to polewamy tym te nasączone już zapałki.

5. Etap :

Bierzemy wodę, odsuwamy wszystko łatwopalne z biurka i na jego środku kładziemy nasze cosiowate coś.

6. Niezjaraną zapałką, po jej podpaleniu zapalamy nasze tyci ,,Ognisko".

7. Się jara !

U mnie dłuugo się jarało. Jakieś 20 min.
Nie radzę dmuchać, ponieważ skutkiem może być upierdolenie biurka oraz poparzone palce ;/.

>>
Powodzenia !
  • awatar BigDay90: Cześć:) Zapraszam Cię na mojego bloga. Znajdziesz tam między innymi: *bluzy,sweterki,polarki *leginsy przypominające jeansy *dzińsy-dzwony,proste,rurki *dresy na w-f *koszulki OVERSIZE Ubrania są w niskich cenach+możesz się targować. Za przesyłkę płacisz raz,więc warto zamawiać u mnie więcej niż jeden ciuszek. Z osobami z mojego miasta mogę spotkać się osobiście. Masz pytania?Pisz w komentarzu. Jesteś zainteresowana kupnem jakiegoś ciuszka? Pisz na gadu> 36331102 Pozdrawiam:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Se siedziałam, robiłam zadania, i mnie wzięło :
OGIEEEEŃ.
Wzięłam zapałkę, zapaliłam 2 świeczki.
Często się tak bawię - nasączam nie do końca spaloną zapałkę woskiem - i podpalam. Kopci, kopci, gaśnie. To znów. Albo wkładam do wosku i zaczyna się tak jarać bez przerwy ^^.

Albo jak nie mam czasu na przyjemność - po takim okrągłym, gdzie jest świeczka (wypalona, czyli jest tyci knocik i tyci wosku) to tam odkładam nasączone woskiem niedopałki. I się ich troszkę uzbierało, to mnie wzięło. Podpalam to. Taki fajny ogień duuuży ^^. Ale, coś nie gra. Na półce..obok książek - no nie no, szkoda książek, jeśli coś by się spitoliło. Trudno. Sprawdzam tego - gorące w chuj, że ojeeeja. To to metalowe kółkowate daję na takie samo. I jeszcze raz, a ponieważ to na dole (3 kółeczko metalowe) też już gorące, biorę żem puste pudełko zapałek i nakładam. A ogień fajny ^^. Duży..i ciepła dał trochę.
Muszę częściej tak robić. Robienie takiego czegoś z ogniem przyniosło mi nowe źródło radości ^^.
Ale ponieważ ta cała akcja trwała jakieś niecałe 5 min ;/, wracam do kombinacji.
Full skupienie, jedna za drugą (ta..5 zrobione) i tu "WiiRG WiiRG" (takie wibracje no). Czekam z nadzieją, że przejdzie - że wiadomość.
Jeszcze takie jedno, i paczę : Dżybu dzwoni ^^.
No to Siema Ziooom i w ogóle. Jest pod gimnazjum. Zgoda rodziców. Zapitalam. Powitanie i w ogóle cud miód. Potem...zacne czarne plany ^^. To Biedronka musi być, gdzii tam, blisko. Baton, Frugo, chipsy i...picollo . Idziemy pod pomnik. Rozkminy. Hm...trza wracać. To wracamy.
I w ogóle fajnie, i przyzwoicie, tak gut jakoś ^^.
W sumie fajno tak chodzić nocą.
Aż się przypomina turniej z września / października ^^.
 

 
Prezent dla mamy na święta jest ^^.
Jakąś książkę ojcu..albo i nie? To mi zwisa.
Dla siostry...eezuuu, co dla siostry można teges?

Ja na święta poproszę multiefekt. A ponieważ to drogie bardzo, tylko to. Nic więcej.

Gitara gitara. Musi być !
Trza przerobić debiuty w końcu. A mnie się w chuj nie chce. Bleeee. Ale..trza coś grać . A to co teges, jest w sumie najlepszym debiutem jaki gram.

Potem rozdawanie ulotek na koncert charytatywny. Chyba tą misję komuś innemu powierzę.
Ale komu?
 

 
1. Necropolis - Vader to zajebista płyta.
2. Na gitarze coraz to więcej cośków umiem.
3. Chłopak z gitary - ^^ - to zachowam dla siebie.
4. RISE !!! ...the Undead !
5. Szkoła. U tu pytanie zadaję jeszcze raz. Coraz to więcej rozmyśleń, i argumentów za - mocnych argumentów.
Nie będąc dla nikogo ważną i cokolwiek znaczącą osobą w tej szkole staję się ninja. Przestanę być w nowej szkole. Jednak..bycie ninją ma swą zaletę. Mogę zauważyć baaardzo dużo rzeczy, gdy będąc "kimś" w ogóle ich nie zauważałam. Nawet dla osoby, z którą chyba udało mi się troszeczkę poprawić stosunki nic nie znaczę. Kompletne zero..Ooooo Takie okrągłe 0. ...nie chcę sobie uświadamiać, że nawet tego chujowego Zera nie znaczę, bo to oznaczało by, że nie istnieję. Ale coż...no dupa, co można poradzić? Przepisać się. Zapomnieć o tych osobach. Mieć je tak samo w dupie jak one mają mnie. Będzie to dziwne, ale nie będą chyba żałować.
Nowi ludzie + nadzieja na lepsze "coś" = nowe życie.
Co mnie powstrzymuje?
Ponieważ ani jedna osoba nie 3ma mnie w tym gim, i jest to bardzo dobrze odwzajemniane, jednak jest take dziwne uczucie, że mogę już nie zobaczyć tych głupich gęb. Jakaś dziwna więź, hm..ale "nie przywiązuj się do nikogo". Więc..i tak kiedyś i tak zobaczyła bym ostatni raz, bez względu czy przepiszę się teraz, czy ukończę tę szkołę z jakąś chorobą psychiczną. A może to wszystko złudzenie jakieś?
Może po prostu nie potrafię i nie mam o czym rozmawiać, bo jestem takim zjebem? Moi rodzice chemikami nie są, ale to nie wyklucza, że nie jestem nieudanym eksperymentem.
 

 


^^. Taki balsam dla ucha w sumie.
 

 
Hm...chyba jednak pójdę do kina. W domu chujnia więc tam trochę luzu trza złapać. Odpocząć, wyjść gdzieś. Szkoda, że sama, ale jednak nieco samotności się przyda.
Koleżance z Brazylii się przypomniało - super.

Na szczęście dostałam 5 z testu z anglika ^^.

Muszę zakupić folię bąbelkową ^^. Ubóstwiam tak se siedzieć i ,,pykać".
Hm..szanse na gitarę nie wzrastają ;/.
To dupowo.
Chciałabym ferie. Odpocząć od tych testów, kartkówek, większości osób z otoczenia.

Kurde...czy 19:30 to późna godzina?
Kurwa...jakbym do kina nie mogła pójść ...świetnie.
Nie ma to jak mieć głupich starych. Nie...w sumie tylko ojciec jest debilem.
No ale kurwa...jak był w moim wieku to i nawet opowiadał, że wszędzie sam chodził i północy wracał...no bez jajec no. Ja pierdole.
Co mi się stać może? Co już, jakiś będzie napad w kinie? Złapię HIVa? Zabiją czy co?
...
 

 
Ostatnio odkryłam, że lubię zapach metalu, krwi i siarki ^^.
Połączenie bajeczne.
 

 
Ale dupnie.
Ola wygrzewa się w Brazylii na MŚS. Cóż...trza się urodzić z bogatymi starymi. Szkoda tylko, że o mych urodzinach zapomniała. Ale gut, że Mariola. Ale ona jest zbyt normalną osobą, bym mogła ją ogarnąć.
Normalni ludzie są poukładani. Nie wierzą w różne rzeczy, upodobania. Ona akurat lubi bardzo koloryzować swe historie. ...ale żal trochę, że mówi o sobie ,,metal" a nie słucha cięższych rzeczy niż Beatlesi. Szkoda. To jest dziwne. A skoro to jest dziwne, że jest normalne, to co w takim razie jest nietego? ...ja pierdziele.

No ale chuj tam z nią. W sobotę francuski, potem jak się uda do plakat z Olą.
,,Myślał indyk o niedzieli a w sobotę łeb ucięli ".
Jeszcze piątek. To jest jutro. 2 czy 3 kartkówki nie powinny stanowić tak wiele. Potem może pójdę do kina na coś se pójdę, tak dupa gnić w domu całymi dniami. Szpieg? Chyba jedyne coś nie komediowego typu ,,Saga Zmierzch" - żenada.
 

 
Kurde..głodna jestem.
A tak późnej godzinie jeść nie wypada, choć bęc ssie.

Hm... Paluszek + woda = nie ból. Wy3mam do rana. Trza tylko historii się pouczyć i biologii. Może dam radę?

Dziś fajny dzień w sumie, ale ni dlatego, że urodziny.
Napisał Kuba ^^, przytyłam o siostrę, jestem bliżej elektryka (znaczy..większe szanse bo - )dostałam 5 z WOSu ^^, i ogólnie jakoś tak dziwnie.


Laska (ładna kobiecina no) zajebiście śpiewa ^^.
 

 
A ki dziwny sen.

Trupiarnia Zoombiowa.
Osoby z mej klasy, a właściwie gimnazjum.
Niby to bliskie, niby dalekie.
Wszyscy jesteśmy zgromadzeni w jednym domu, biały on jest, z wielkimi oknami. Za oknem mgła, mróz.
I tu ..Zombie. Tak po prostu. Blade, pokrwawione gęby, połamane kości, ledwo idą, ale..idą. W sumie dobrze im idzie. Widać je, jak przechodzą przez ulice, choć większość i tak stoi przy oknie i się gapi na ludzi znajdujących w środku lub walą ręką lub nogą..o ile ją mają.
Wszyscy panika. Krzyki, histerie, płacze.
Jedyna osoba zachowująca spokój jest Maciej.
Większość osób nie daje rady. Ucieka. Paru zombim udało się pogryźć człeków, a nawet kilku weszło. Panuje zaraza. Ludzi skażonych wirusem zamknięto w pokoju, chociaż i to może nie pomóc, nawet jeśli były by zastawione.
Ogarnia mnie strach. Panika. Jest krew, są ofiary.
Wypełnia mnie bezsilność. Staram się uciec. Maciej - stoi, i się drze, woła ludzi, by przytrzymali wejścia lub okna, nie pamiętam.
Zapanował spokój. Wyglądam przez okna - ani zombiaka. Mój plan : uciekać od tej zarazy. Wybiłam okno - czyli skazałam na śmierć dużo ludzi. Długo się wahałam, jednak coś wzięło u mnie górę.
Są prostokątne krzaki, wspinam się. No jakby kurwa jakiś znak, się rzuciły.
Wyciągają swe blade, pokrwawione ręce. Wspinam się na drzewo. Słychać jęki, i zombiów spragnionych, jak i umierających ludzi.
Budzę się.

Wniosek ?
Hm..hm...hm...dla ratowania swojej dupy zostawiłam ,,bliskie mi osoby".
Nie warto myśleć o sobie? W tej sytuacji każdy myśli jak się jak najlepiej zabezpieczyć.
Myślę, że ma to związek z planem przepisania się do innej szkoły.
Zostawić ludzi, którzy mi pomagali, dla których mogłam dużo znaczyć, po co?
By nie czuć się samotnym, ratować siebie, rozpocząć nowe życie, które nie wiadomo, jakie by było, możliwe, że gorsze. Lekkomyślne działania. ...dziwne. Jakiś to ma związek.

Ale chuj tam trudno.
Bez ładu i składu.


^^
 

 


Czołg.